Kino historyczne - odsłona druga: "Grobowiec świetlików"

Data dodania: 2017-04-11


Dnia 11 IV 2017 r. odbyła się druga edycja kina historycznego w Gimnazjum nr 60 im. Cyryla Ratajskiego.

Jest to comiesięczny cykl zainicjowany w drugim półroczu roku szkolnego 2016/2017 dla zainteresowanych uczniów historią w przekazie filmowym.

Pierwsza edycja odbyła się 14 marca 2017 r., w ramach walentynek oglądaliśmy wzruszający film „Con Amore”.

Tym razem emitowany był film „Grobowiec świetlików”.

Klasyka japońskiej animacji trafiła i do naszej szkoły. Pod pewną ręką i bacznym okiem reżysera Isao Takahaty powstała mistrzowska opowieść o niewinności, egoizmie, stracie i śmierci. I choć jest to adaptacja powieści Akiyukiego Nosaki, to wyczuwa się w "Grobowcu świetlików" wyraźną nutę osobistej tragedii. Bądź co bądź Takahata miał zaledwie 10 lat, kiedy II wojna światowa dobiegała końca, potrafił zatem doskonale wczuć się w sytuację bohaterów. A ta nie była do pozazdroszczenia.

Wrzesień 1945 roku. Japonia poddała się i po 9 latach nastał wreszcie pokój. Dla niektórych przyszedł jednak za późno. Kilkanaście dni po zakończeniu wojny na ulicy, ignorowany przez wszystkich, umiera młody chłopak. Jeszcze nie tak dawno szczęśliwy syn i kochający brat. Ojciec był oficerem marynarki, więc nawet pod koniec wojny rodzinie powodziło się całkiem nieźle. Kiedy jednak po jednym z nalotów w pożarze ginie matka, sytuacja diametralnie się zmienia. Seita wraz z siostrą Setsuko zamieszkują u ciotki. Ta się nimi opiekuje z obowiązku, lecz nie przestaje narzekać na lenistwo chłopaka, który cały dzień by się tylko bawił z siostrą, zamiast pomagać społeczności choćby przy gaszeniu pożarów. Dumny Seita, nie mogąc znieść zrzędzenia ciotki, odchodzi wraz z Setsuko i zaszywa się w porzuconym schronie. Idylla nie trwa długo. Kiedy kończy się żywność, rozpoczyna się czas głodu. Jednak nawet gdy Setsuko zachoruje, Seita okaże się zbyt dumny, by powrócić do ciotki. Ta duma zgubi ich oboje.

"Grobowiec świetlików" to sentymentalny powrót do czasów dzieciństwa i choć przypadał on na czas straszliwej tragedii i niewypowiedzianego okrucieństwa, dla dzieci te wielkie sprawy są nie do ogarnięcia. Liczy się za to dzień dzisiejszy, a ten potrafił być piękny nawet w najgorszych chwilach. Pewnie dlatego animacja jest tak ckliwa, że aż wydaje się popadać w przesadę. Momentami trudno jest przełknąć całą tę dawkę słodyczy i wzruszeń. I gdyby film ograniczał się tylko do tego, byłby zapewne nie do oglądania. Jednakże Takahata, idąc za autorem powieści, ma nam do powiedzenia coś więcej. Tragiczna historia rodzeństwa jest filmową parabolą przestrzegającą przed ignorancją i nadmierną dumą, które jawią się jako pożywka każdej tragedii. "Grobowiec świetlików" zachęca do kontemplacji bezsensu wojny oraz roli, jaką może w niej odegrać zwykła naiwność.

Film zrealizowany został klasyczną metodą animacji, dzisiaj już coraz rzadziej spotykaną. Widać wyraźnie, że każdy kadr został przemyślany i dopieszczony do ostatniej kreski. To właśnie starannej i pięknej animacji "Grobowiec świetlików" w dużej mierze zawdzięcza swój sukces

/źródło: http://www.filmweb.pl/reviews/%C5%BBycie+i+%C5%9Bmier%C4%87+w+obrazach-7955/

Mateusz Hurysz